Mammotom prawdę ci powie

80 proc. zmian w piersi to nie rak!

Rozmowa z dr. n. med. Tadeuszem J. Popielą z I Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie oraz Regionalnej Pracowni Wczesnej Diagnostyki i Leczenia Chorób Piersi, przewodniczącym Sekcji Mammografii przy Polskim Lekarskim Towarzystwie Radiologicznym

- Jest Pan jednym z pierwszych radiologów stosujących w diagnostyce raka piersi najnowocześniejszą w świecie, dostępną od pięciu lat w Polsce, biopsję mammotomiczną, pozwalającą na najbliższe prawdzie określenie zmiany w gruczole piersiowym. Teraz głównie walczy Pan na słowa i pisma z Narodowym Funduszem Zdrowia o możliwość wykonywania tej procedury. O co chodzi?

- O przywrócenie normalności.

- To znaczy...

- Nagle, w tym roku, wprowadzono istotne ograniczenia. Po pierwsze, drastycznie obniżono wycenę biopsji mammotomicznej z 230 do 140 punktów, czyniąc tę procedurę nieopłacalną dla placówek służby zdrowia, a zatem praktycznie niewykonywaną. Po drugie chirurgom ogólnym, radiologom i ginekologom, lekarzom odpowiednio przeszkolonym, odebrano prawo do wykonywania biopsji mammotomicznej, rezerwując je wyłącznie dla chirurgów i ginekologów ze specjalnością onkologiczną. Nigdzie na świecie nie ma czegoś takiego. U nas jest. W rezultacie powyższych rozporządzeń bardzo zmniejszyła się dostępność do tego rodzaju biopsji. Aktualnie może być wykonywana tylko w kilku centrach onkologicznych w kraju co też, ze względu na nieopłacalność finansową, jest utrudnione. A przy okazji zafundowaliśmy sobie taki oto paradoks: chirurg ogólny może wyciąć pacjentce guza nowotworowego piersi, a nawet i amputować pierś, ale nie ma prawa wykonać procedury diagnostycznej, choćby miał odpowiedni certyfikat i do dyspozycji mammotom.

- Podobno ograniczenia sprowadzające badania mammotomiczne do wybranych placówek onkologicznych biorą się stąd, że placówki dotychczas wykonujące te procedury nie zawsze dysponowały pracowniami histopatologicznymi, umożliwiającymi właściwą ocenę pobranego do badań materiału tkankowego.

- Ten argument nie odpowiada rzeczywistości. Dlaczego tylko w przypadku biopsji mammotomicznej zachodzą takie obawy? Przecież w tych pracowniach nadal wykonuje się badania histopatologiczne w przypadku różnego rodzaju nowotworów. Natomiast efekt jest taki, że kupiona za miliony złotych aparatura stoi zamknięta na cztery spusty. Spośród 27 ośrodków, które wykonywały tę procedurę od kilku lat - obecnie tylko 7 jest dopuszczonych w wyniku tegorocznych zapisów katalogu świadczeń medycznych NFZ.

- Czy biopsja mammotomiczna jest droga?

- To zależy jak na to patrzeć. Jeśli policzymy, ile w danym momencie trzeba wydać pieniędzy na zakup jednorazowego zestawu biopsyjnego, to można powiedzieć, że nie jest ona tania. Natomiast jeśli weźmiemy pod uwagę, że alternatywą dla mammotomi jest tzw. otwarta biopsja chirurgiczna, a więc nic innego jak zabieg chirurgiczny wymagający przyjęcia pacjentki do szpitala na min. 2 - 3 dni, wykonania zabiegu w warunkach pełnoprofilowej sali operacyjnej i wreszcie wyłączenia kobiety z aktywności zawodowej na kilka dni, to wtedy okaże się, że koszty biopsji mammotomicznej są bardzo niskie. Natomiast najlepszą odpowiedzią na Pani pytanie jest fakt, że na całym świecie towarzystwa ubezpieczeniowe już dawno przeprowadziły kalkulacje finansowe i wszędzie, gdzie wykonywana jest mammotomia, jest ona procedurą preferowaną ......... no od tego roku z wyjątkiem Polski.

- Jak pod względem skuteczności ocenia się biopsje cienkoigłową i gruboigłową?

- Biopsja cienkoigłowa jest najczęściej stosowana. Jej niedoskonałość polega na tym, że za pomocą cienkiej igły można pobrać do badania jedynie materiał komórkowy, absolutnie nie wystarczający do prawidłowej, pełnej i jednoznacznej oceny onkologicznej. Szacuje się, że około 20 proc. biopsji pobranych cienką igłą zawiera fałszywe wyniki. Natomiast wadą biopsji gruboigłowej, pozwalającej na pobranie fragmentów tkankowych, jest głównie to, że aby obniżyć ryzyko błędnej diagnozy, wkłucia powtarza się wielokrotnie, co nie jest komfortowe zarówno dla pacjentki, ale też i dla lekarza wykonującego tę procedurę.

- Jak wygląda biopsja mammotomiczna?

- Przeprowadzana jest w warunkach ambulatoryjnych. Zabieg, w znieczuleniu miejscowym, trwa 20 - 30 minut. Nie zakłada się szwów, jedynie plaster i opatrunek uciskowy, pacjentka niemal natychmiast może wrócić do zwykłej aktywności. Jednorazowe wkłucie o średnicy 3 mm, przy zastosowaniu specjalnej igły biopsyjnej, pozwala na pobranie wycinka podejrzanej tkanki o wielkości od 1mm do 3 cm sześciennych. Biopsję mammotomiczną wykonuje się głównie w przypadku uwidocznienia (w mammografii lub USG) bardzo małych, podejrzanych zmian, nieprzekraczających 1 cm i niewyczuwalnych podczas badania palpacyjnego. Biorąc powyższe pod uwagę przeprowadza się ją pod kontrolą albo mammografii cyfrowej (wtedy używa się specjalnego stołu stereotaktycznego), albo pod kontrolą USG. Wybór zależy od tego, która metoda obrazowa lepiej uwidacznia podejrzaną, zakwalifikowaną do biopsji zmianę.

- Ile mamy ośrodków i gdzie mogących wykonywać biopsję mammotomiczną?

- Infrastruktura sprzętowa jest dosyć szeroka, mamy 27 ośrodków w centrach onkologicznych, w szpitalach wojewódzkich i powiatowych, w przychodniach specjalistycznych. Do tej pory wykonano ponad 20 tys. badań. Mamy także liczący się w Europie dorobek naukowy, opisujący nasze doświadczenia kliniczne. Warto dodać, że na świecie pierwsze badanie mammotomiczne wykonano w 1996 roku, a u nas już w trzy lata później.

- Jak reaguje Narodowy Fundusz Zdrowia na pisma interwencyjne w sprawie przywrócenia możliwości wykonywania badań mammotomicznych?

- W ogóle nie reaguje. Pisma wysłały szpitale, a także Polskie Lekarskie Towarzystwo Radiologiczne. Kopie przesłaliśmy do Ministerstwa Zdrowia. Wszystko przeszło bez echa. Ciągle czekamy.

źródło: www.female.pl